piątek, 22 marca 2013

Pyrkon. Day one.

First, clarification: the owner of this blog herself doesn't write this post, skipping it on behalf of being dead tired. She's done a lot of work in last few days, so I, dude from HERE , write on her behalf. In short, there were cupcakes. Hundred's of them. And then, driving through half the country to transport said cupcakes to their proper destination. And setting up a shop and selling those to some great people. 
Said destination is Pyrkon (also known as largest fantasy-and-other-nerdy-stuff convention this country has.) Day 1 is behind us, two to go. We're all tired to the point of zombification by now, but well, we managed to do it. As for now, everything seems to work. If you came here guided by our convention stand, stay tuned and return here after it's over. There will be new stuff to watch, mostly involving cupcakes. And more detailed description of this endeavor, written by someone who isn't going mad from exhaustion...

Po pierwsze, klaryfikacja: sama właścicielka tego bloga nie pisze tego posta z racji śmiertelnego zmęczenia. W ostatnich dniach wykonała mnóastwo pracy, więc ja, gość stąd , piszę go w jej imieniu. W skrócie, kapkejki. Znaczy, babeczki. no. Setki. A potem jazda przez pół kraju w celu przetransportowania tychsetek babeczek do miejsca przeznaczenia. A potem ustawianie sklepu i sprzedawanie ich różnym wspaniałym ludziom.

Tym miejscem przeznaczenia jest Pyrkon. Dzień pierwszy za nami, jeszcze dwa. Wszyscy jesteśmy zmęczeni do punktu zombifikacji, ale udało nam się to zrobić. Póki co, wszystko wydaje się działać. Jeśli skierowało cię tutaj nasze konwentowe stoisko, stay tuned. I wróć tu po konwencie. Pojawi się tu sporo nowych rzeczy do oglądania, zawierającch przede wszystkim kapkejki. Bo co innego. Będzie też bardziej szczegółowy opis przedsięwzięcia, napisany przez kogoś, kto nie jest bliski szaleństwa z wyczerpania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz